﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Grodzieńska: Uroczystość rodzinna">
<author_1="Stefania Grodzieńska">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="11">
<date="1953-11-01">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Dziadunio rozejrzał się po pokoju — z licznej rodziny nie brakowało nikogo.
— Moi kochani — rzekł — zanim siądziemy przy kieliszku wina, chcę wam opowiedzieć historię, ściśle zwią-zaną z naszą dzisiejszą uroczystością rodzinną.
Dziadunio odkaszlnął, uśmiechnął się do grupki wnuków, oblizujących łyżeczki po babcinych konfiturach i zaczął opowiadać.
— Było to dawno, dawno temu... Poznaliśmy się z babunią i postanowiliśmy się pobrać. Nie byliśmy zamożni, więc na początek zamówiliśmy w uspołecznionym handlu tylko tapczan. Miał być gotów na tydzień przed ślubem, ale tu spotkało nas rozczarowanie: noc poślubną i wiele następnych nocy spędziliśmy na dwóch związanych walizkach, bo tapczanu jeszcze nie było. Tymczasem nasza sytuacja materialna polepszyła się o tyle, że po urodzeniu Hani zamówiliśmy stół. Co do tapczanu, to podobno był gotów, ale ponieważ robiono go w Kłodzku, a opakowanie musiało przyjść ze Szczecina, aby go z Kłodzka sprowadzić do Warszawy czekano na to opakowanie ze Szczecina. Po urodzeniu Stasia zamówiliśmy cztery krzesła. Opakowanie na tapczan ze Szczecina już przyszło, tapczan więc był w drodze do Warszawy, a stół czekał w Kłodzku na opakowanie ze Szczecina. Kiedy po przyjściu na świat Zosi zamówiliśmy szafę, tapczan jechał z powrotem z Warszawy do Kłodzka jako wybrakowany, stół w opakowaniu ze Szczecina jechał z Kłodzka do Warszawy, a krzesła czekały w Kłodzku na opakowanie ze Szczecina.
Kiedy Hania zaczęła chodzić do szkoły, zamówiliśmy biurko. Tapczan czekał w Kłodzku na żelazne okucia, stół wracał do Kłodzka jako wybrakowany, krzesła w opakowaniu ze Szczecina jechały do Warszawy, a szafa czekała na Szczecin.
Cała trójka chodziła już do szkoły, a Hania zdała małą maturę. Z tej okazji zamówiliśmy półkę na książki. Tapczan — już z okuciami — czekał na Szczecin, stół czekał w Kłodzku na okucia, krzesła wracały z Warszawy do Kłodzka jako wybrakowane, szafa jechała z Kłodzka do Warszawy, a biurko czekało na opakowanie ze Szczecina.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 



